Najważniejsze to wiedzieć, czego się nie wie

Matylda Chmielewska

Content Specialist

W dzisiejszej odsłonie naszej serii o #SpyrosoftPeople, przedstawiamy Stefanię Winkel, która w Spyrosoft odpowiada za prowadzenie zespołów testerskich.  

Jaka była Twoja droga do testowania? 

U mnie ta ścieżka była taka zupełnie zwyczajna: studiowałam Teleinformatykę, czyli połączenie telekomunikacji z informatyką. Zaczęłam karierę zawodową od pracy w korporacji telekomunikacyjnej, właśnie już na stanowisku testera - testowałam urządzenia telekomunikacyjne. Po 5 latach – to było swojego rodzaju przebranżowienie - zmieniłam firmę na software house, gdzie zaczęłam testować oprogramowanie dla użytkowników komercyjnych. W tej organizacji zbudowałam swój pierwszy zespół i tak zaczęłam się zajmować organizacją pracy testerów dla dużego klienta.  

Przeszłam do Spyrosoft, ponieważ sobie wyznaczałam różne cele i chciałam zobaczyć, jak to będzie znowu w mniejszej firmie, gdzie wszystko się dopiero tworzy. 

Jak testowanie jako dziedzina zmieniło się od kiedy zaczęłaś się tym zajmować? 

Na pewno testowanie jest bardziej rozpoznawalne, większość klientów już wie, co to jest. Klienci mają też konkretne oczekiwania co do samego procesu testowego - kiedyś tak nie było. Jeszcze kilka lat temu, na spotkaniach trzeba było się przedstawić, powiedzieć, po co się tutaj jest i wyjaśnić, na czym polega testowanie. Teraz tak już - na szczęście - nie jest - nadal trzeba się przedstawić, ale nie trzeba tłumaczyć, kto to jest tester i co to jest testowanie. Jest też spory nacisk na testowanie i bardziej ścisłą współpracę z klientem oraz użytkownikiem końcowym. To oznacza, że same testy stały się bardziej precyzyjne.  

Jest też mocniejsze rozdzielenie tego, co możemy automatyzować, a co wymaga testów manualnych. Jeśli coś jest powtarzalne, to automatyzujemy to i tu samo napisanie testów automatyzujących jest fajnym wyzwaniem. Ten podział jest na pewno bardziej usystematyzowany. 

Wymagania dla osób, które dopiero zaczynają pracę testera, też się zmieniły i o ile będą mocno zależne od danego projektu i organizacji, o tyle coraz więcej firm jest otwartych na uczenie osób jak testować. Próg wejścia do zawodu jest niższy - nie trzeba już spełniać wszystkich wymagań z listy. Trzeba mieć po prostu chęć rozwoju i doszkolenia się w różnych obszarach.  

Na jakim etapie budowania produktu pojawiają się teraz testerzy? 

Uczestniczą już w pierwszych rozmowach z klientem i wnoszą dużą wartość. Podając przykład, jeśli klient mówi, że oprogramowanie ma zawsze działać, to testerowi zapala się lampka, podnosi rękę i mówi: ‘To niemożliwe. Na pewno będą takie sytuacje, kiedy będziemy chcieli wyłączyć pewne funkcjonalności, żeby coś poprawić’. Wiele jest takich sygnałów, które testerzy wyłapują przy pierwszych rozmowach i które bardzo szybko dają szansę coś ulepszyć w samym procesie tworzenia oprogramowania. Na późniejszych etapach mogłoby być bardzo trudne i czasochłonne.  

Na co zwracasz uwagę przy zatrudnianiu nowych osób? 

Na pewno zwracam uwagę na to, żeby tak budować sytuację rekrutacyjną, żeby poziom stresu był jak najniższy. Oczywiście, on nie zniknie zupełnie - przychodzimy na rozmowę kwalifikacyjną i jak przyjazna nie byłaby atmosfera, to jednak ten stres jest i czasem przyćmiewa nam komórki w mózgu, które odpowiadają za wiedzę techniczną [śmiech]. Bardzo się staramy, żeby do rozmów kwalifikacyjnych podejść tak zupełnie codziennie i normalnie.  

Przy rozmowach technicznych - szczególnie teraz w dobie zdalnego rekrutowania – otwarcie mówimy o tym, że możesz sobie wygooglować pewne rzeczy w czasie rozmowy. Mamy np. składnie SQLowe i ktoś mówi, że nie pamięta dokładnie, jak to było, bardzo często mówię: ‘Dobra, to poszukaj w internecie.’. Po samym sposobie szukania widać, jaka jest znajomość danego tematu. Doceniam osoby, które wiedzą, czego nie wiedzą i jak chcą się dalej kształcić. 

Jak wygląda onboarding w zespole testerskim w Spyrosoft? 

Na początku proces onboardingowy prowadzi Project Manager, opowiada o biznesie, strukturze zespołu, gdzie kogo można znaleźć - nie wszyscy pracują bowiem teraz z biura. Już na tym etapie w onboarding zaangażowani są też klienci – mamy bliskie relacje, więc w trakcie pierwszych dni zdzwaniają się z nowymi osobami w zespole, chcą je zobaczyć i poznać. Śmieję się, że to czasem są najtrudniejsze rozmowy projektowe, bo w tych pierwszych dniach jest bardzo dużo small talku [śmiech].  

Nowi testerzy w naszej firmie dostają też osobę, która opiekuje się nimi z zespole w pierwszych tygodniach i do której zawsze mogą się zwrócić. Ta osoba wdraża też nowych członków zespołu w aspekty techniczne w projekcie. 

Jak budujesz swój zespół? 

Najważniejsza jest dla mnie komunikacja. Przed pandemią i pracą zdalną, właściwie od zawsze podkreślam, że jeśli przyjdziesz i porozmawiasz, to zawsze znajdziemy rozwiązanie. Jeśli ta osoba będzie ukrywała swój problem, to ten problem będzie rósł i będzie coraz trudniej go rozwiązać.  

Wywodzę się z testów i cały czas zajmuję się tym, więc pomagam też w aspektach technicznych, w doborze narzędzi do projektu czy w znalezieniu rozwiązania w nowym narzędziu. Myślę, że to, że rozwiązuje też problemy techniczne budzi zaufanie mojego zespołu do mnie, to że mogą przyjść, pogadać.  

Jakie są best practices testowania? Czy mogłabyś wskazać takie uniwersalne zasady, które sprawdzą się w każdym projekcie? 

To na pewno automatyzacja i dobór tego, co możemy automatyzować. Są takie osoby, które na rozmowie kwalifikacyjnej mówią, że chciałyby tylko automatyzować i nie będą wykonywać testów manualnych, ale to jest niemożliwe i nie pasuje do struktury naszych projektów. Zawsze będą istniały takie rzeczy, które będzie trzeba przetestować manualnie, bo tak będzie szybciej oraz takie, które można zautomatyzować, bo są powtarzalne.  

Druga sprawa to budowanie persony użytkownika końcowego na podstawie rozmów z nim, nie wyobrażeń. Pamiętam taki projekt, w którym testowaliśmy aplikację dla rolników. Nasze pierwotne założenie było takie, że produkt będzie używany na telefonach starszych generacji i w miejscach, gdzie jest słabszy internet. Na spotkaniu z użytkownikami aplikacji bardzo szybko okazało się, jak naiwne było nasze spojrzenie, ponieważ że to są po prostu rolnicy-biznesmeni. Gdybyśmy nie pojechali i nie porozmawiali z nimi, to ten projekt wyglądałby całkiem inaczej. Najważniejsze jest, żeby dowiedzieć się nie czego chce klient, ale czego chce docelowy użytkownik.  

Jaką rady dałabyś osobom, które chciałyby zająć się testowaniem? 

Na początku bardzo ważne będzie określenie naszej motywacji: dlaczego chcemy się zająć testowaniem? Jeśli już to wiemy, to teraz internet i księgarnie są zarzucone materiałami. Są blogi osób, które się przebranżowiły i książkami, które opisują, jak to zrobić i jak wygląda takie codziennie życie testera. Są grupy na Facebooku, gdzie ludzie sobie pomagają w przebranżowieniu. Są też programy mentorskie, gdzie każdy dostaje swojego opiekuna i szkoły, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Można także znaleźć staż w firmie, która chce wykształcić przyszłego testera. Możliwości jest naprawdę wiele w tej chwili.  

Jak testowanie będzie zmieniać się w przyszłości? 

Mam nadzieję, że ta świadomość klientów co do jakości oprogramowania i tego, że testerzy są potrzebni już na samym początku projektu będzie jeszcze rosła. Co do samych metod testowania, to tutaj ta współpraca z użytkownikiem końcowym będzie się jeszcze zacieśniać. Skończy się też to, co nas w tej chwili blokuje – pandemia czy praca zdalna ograniczają wyjścia do użytkowników - i będzie coraz większy nacisk na ten aspekt testowania. Tester powinien jak najczęściej wychodzi do ludzi i tak powinno być też w przyszłości.